EDUKACJA DOMOWA TYLKO DLA GENIUSZY?!

 

Często dostaje wiadomości z pytaniem

„Czy jak moje dziecko nie jest geniuszem, może przejść na EDUKACJĘ DOMOWĄ?

Piszecie, że oglądacie profile, filmy na YouTube, na których dzieci 1-3 zdają egzaminy już w listopadzie, a może i wcześniej. Starsze dzieci w podstawówce mają opanowany materiał licealistów.

„A moje dziecko nie potrafi dodawać czy odejmować w pamięci”

Zacznijmy w takim razie od początku.

Na edukację domową trafiają dzieci z różnych przyczyn m.in

1. Rodzina podróżuje.

2. W przypadku pandemii rodzice są w grupie ryzyka.

3. Mają m.in zespół Aspergera, cukrzycę, depresję.

4. Młodzież w szkole nudzi się.  Nie jest zaopiekowana.

5. Nie radzą sobie, potrzebują więcej czasu. Mają trudności.

6. Mają trudności z nawiązywaniem znajomości, nie są akceptowane, są wysoko wrażliwe.

Moje dzieci są zupełnie inne pod względem charakteru.

Wiktor szybko się uczy. Chociaż na początku nie potrafił robić tego sam. Jest świadomym dzieckiem i potrafi balansować na cienkiej lini między nauką, a przyjemnościami. Wystarczyłby mu jeden przyjaciel, nie ma potrzeby ciągłego kontaktu z ludźmi.

Julia jest bardzo uparta, potrzebuję cierpliwości, uwagi, przestrzeni, przebywania dużo na powietrzu z dziećmi.

Pisałam już o tym, w moich tekstach, ale powiem Wam, że gdyby Wiktor był tak wymagający jak Julia, nie poradziłabym sobie psychicznie.

Łatwo jest prowadzić dziecko, które wszystko przyjmuje, jest uległe, robi się co mu się każe, czy prosi. Wszystko rozumie, samo się uczy, a internet wykorzystuje praktycznie tylko do poszerzania swojej wiedzy.

Wiktor jest „ułożony”, ale nie dlatego,bo jest terroryzowany. Uczy się samokontroli. Cały czas przekonuje się, że pracuje, uczy się dla siebie. Nie dla nas!

Julia nie jest stworzona do nauki przedmiotów ścisłych, nie rozumie czemu musi uczyć się poszczególnych zagadnień. Ciągnie ją do ludzi i do książek. Bardzo dużo czyta i lubi pisać. Ale im bardziej mi na czymś zależy, to ona mi to utrudnia.

W swoim e-booku napisałam, że edukacja domowa nie jest dla wszystkich i będę się tego trzymać.

Nie jest ze względu na rodziców, ale i same dzieci.

Wracając do pytania.

Na edukację nie przechodzą tylko dzieci, które są geniuszami, ale z pewnością łatwiej się z takimi osobnikami pracuje i nie można z tym twierdzeniem dyskutować.

Ale to nie znaczy, że dzieci z „trudnościami” mają być skazane na przetrwanie w szkole. Tam gdzie nie mają odpowiedniej pomocy.

Dzieci, które potrzebują więcej czasu i wyrozumiałości, podejścia. Tym bardziej powinny przejść na edukacje domową lub trafić do społeczności, która da im wszystko co najlepsze w związku ze zdobywaniem wiedzy.

Tylko rodzi się pytanie, jeśli zabierzemy dziecko na edukacje domową czy jesteśmy na tyle cierpliwi, żeby temu podołać psychicznie?

Jeśli nie, dziecku może być trudniej niż w szkole.

Nie pisze tego bezpodstawnie. Jeśli wydaje Wam się, że każde dziecko, które widzicie w internecie jest geniuszem, to się mylicie.

Moja córka przeszła na edukację domową, bo w szkole niczego się nie uczyła. Nie szła do przodu. Powinnam zabrać ją już w przedszkolu do domu,ale dopiero pandemia nas do tego popchnęła.

Dzieci które są na edukacji domowej od samego początku mają zupełnie inną wiedzę od tych, które na tą edukację domową przechodzą później, już w szkole. I jest to normalne.

Dlaczego?

Dlatego, bo dzieci, które nie chodzą do państwowych szkół mają więcej czasu na projekty nie związane z podstawą programową w danej klasie. Są zupełnie inaczej prowadzone.

Czy właśnie powiedziałam, że rodzice tymi dziećmi się nie zajmują?

Nie! Powiedziałam, że są zupełnie inaczej prowadzone.

Przyjemnie jest pracować z dziećmi, które chcą współpracować. Lubią robić projekty i dowiadywać się różnych rzeczy. Jasne!

Ale jaką satysfakcję można poczuć jak dziecko, które jeszcze pół roku temu nie umiało, nie chciało dodawać, teraz robi to bez problemu.

Jeśli nasza pociecha męczy się w szkole,ale my nie chcemy, nie czujemy się na siłach, jesteśmy niecierpliwi i wiemy, że nie możemy uczyć naszego dziecka. Warto znaleźć alternatywę jeśli tylko nas na to stać. A jeśli nie!? To może jednak warto nad sobą popracować, zebrać wszystkie siły i pozwolić lepiej rozwijać mu się poza szkołą…

Ja myślę, że warto!

Nie! Ja wiem, że warto!

Wszystko zależy od tego jak do tego podejdziemy i co jest naszym celem, co jest celem naszego dziecka.

Nie wszyscy będziemy lekarzami, prawnikami czy bankowcami.

I bardzo dobrze!

Najważniejsze, żeby radzić sobie w życiu. I walczyć o lepsze jutro.

To nie jest takie proste?!

Wiem to doskonale!

Przez ostatnie kilka lat życie zmieszało nas z błotem. I nadal podrzuca nam kłody!

Ale ja jeszcze walczę. I będę walczyć!

A Wy walczcie razem ze mną.